sobota, 19 sierpnia 2017

Co mi aktualnie w duszy gra

Cześć! Przyszła najwyższa pora na niekosmetyczny przerywnik. W dzisiejszym wpisie chciałam się z Wami podzielić piosenkami, które w ostatnich miesiącach namiętnie słucham. Jak zawsze gatunki są przeróżne, a piosenki starsze i nowsze. Nie lubię zamykać się w schematach, ograniczać, a inspiracje muzyczne niejednokrotnie czerpię też od znajomych i przyjaciół spoza kraju, dlatego mój gust jest szeroko różnorodny. Także bez zbędnego gadania zapraszam do posłuchania, co mi obecnie w duszy (i moim domu) gra :). Kolejność jak zawsze przypadkowa.






















Ograniczyłam się do 10 propozycji, chociaż było mi bardzo trudno wybrać, gdyż jest tego o wiele więcej. Jeśli macie ochotę, przygotuję niebawem kolejną część, a póki co dajcie mi koniecznie znać, który z tych utworów znacie oraz jakie piosenki moglibyście mi jeszcze polecić. Gatunek totalnie dowolny. Udanego weekendu Wam życzę, buziaki :*!

środa, 16 sierpnia 2017

Ziaja - orzeźwiająca mgiełka zapachowa do twarzy, ciała i włosów

Hej! Niestety przed długim weekendem nie wyrobiłam się z nowym wpisem, ale zgodnie z obietnicą wracam, by opowiedzieć Wam o pewnym produkcie, który idealnie sprawdzi się na powracające upały.

Produkt marki Ziaja, czyli orzeźwiającą mgiełkę zapachową odkryłam jeszcze w zeszłym roku, całkowitym przypadkiem, kiedy któregoś dnia zawitałam do Hebe w zupełnie innym celu zakupowym. Pamiętam, że była akurat w promocji i kosztowała w okolicach 5 zł, to aż żal było nie wziąć, dlatego zaryzykowałam w ciemno i... nie żałuję!



To, co mnie skusiło już na wstępie, to obietnice producenta, ze mgiełka nadaje się do stosowania zarówno na twarz, ciało jak i włosy, zatem jest to kosmetyk uniwersalny. Kilkukrotnie miałam okazję użyć jej w poprzednie lato (kupiłam ją, kiedy niestety dobiegało już ku końcowi), natomiast w tegoroczne, jest nieodzownym elementem mojej wyjazdowej kosmetyczki, gdyż zabieram ją po prostu wszędzie.



Szata graficzna jest bardzo minimalistyczna i przyjemna dla oka. Połączenie bieli z mięta zawsze się obroni. Atomizer rozpyla mgiełkę dość mocno, ale równomiernie i bez zarzutu. Nic się nie zacina, a kosmetyk nie wylewa się z buteleczki, dlatego na wszelkie wojaże możecie go śmiało zabierać.



Zgodnie z założeniami, mgiełka ta świetnie sprawdza się w podróży do lekkiego odświeżania ciała, tak samo podczas panujących upałów, w trakcie lub po opalaniu, ale... no właśnie jest jedno "ale". Mianowicie nie powinno się z nią przesadzać, intensywnie spryskując np. twarz, ponieważ z racji tego, że zawiera w składzie m.in. glicerynę, po chwili nasze ciało może zacząć się bardzo nieprzyjemnie kleić i świecić. Niestety załatwiłam się tak raz, kiedy na dworze był prawie 40 stopniowy upał, nie miałam na sobie makijażu, więc dla ochłody co chwilę pryskałam sobie buzię mgiełką. Kiedy po godzinie zawitaliśmy do pizzerii i idąc umyć ręce, spojrzałam w łazienkowe lustro, przestraszył mnie widok świecącej się jak kula dyskotekowa mordki, która w dodatku kleiła się tak, że wszystkie pyłki z powietrza osiadały na niej w mgnieniu oka. Po umyciu wodą było już ok, ale wspomnienia pozostały, dlatego ku przestrodze - pamiętajcie, by nie przesadzać z jej używaniem :).

Kosmetyk ten bardzo fajnie odświeża, tonizuje, ale czy nawilża? Niekoniecznie, a przynajmniej ja tego nie zauważyłam. Redukuje za to uczucie ściągnięcia i przynosi ukojenie skórze, które latem jest potrzebne. I co równie ważne - zapach, który jest iście BOSKI! Świeży, baaardzo orzeźwiający i zarazem delikatny. Dla mnie idealny! Fakt, faktem, utrzymuje się krótko, ale należy mieć na uwadze, że to nie są perfumy, żeby trzymały się przez minimum kilka godzin. Tutaj zapach wyczuwalny jest ok. godzinkę czasu, ale dla mnie to żaden problem, gdyż nie takie jest założenie mgiełki, aby kompozycje zapachowe były trwałe. Jednak ten moment, kiedy spryskując ciało, czuję unoszący się w powietrzu aromat, to coś niesamowitego! Jeśli czyta mnie ktoś z marki Ziaja, to proszę Was - stwórzcie takie perfumy, a będę pierwszą osobą, która je kupi :).



Nikogo chyba nie zdziwi jeśli napiszę, że oczywiście polecam ten produkt każdej kobiecie zwłaszcza, że w regularnej cenie kosztuje 7-8 zł, więc jak na tak przyjemny, wielofunkcyjny kosmetyk są to naprawdę groszowe sprawy. Dodatkowo mgiełka ma pojemność 100 ml i jest przy tym tak wydajna, że z powodzeniem wystarczy Wam na końcówkę tego i początek przyszłego lata. Tymczasem życzę Wam miłego dzionka, a ja uciekam na spacerek po Waszych blogach!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Lakier hybrydowy NeoNail - Orchid

Hej! Lakier o którym Wam dzisiaj opowiem mam już od ok. roku czasu. Dlaczego dopiero teraz postanowiłam się wypowiedzieć na jego temat? A no dlatego, że w zasadzie do teraz nie wiedziałam co o nim myśleć. I nie chodziło tu o jakość, gdyż ta jest bez zarzutu, a bardziej o jego wygląd i prezentację na moich dłoniach. Wiadomo, że kobieta to bardzo nieokreślona pod względem gustu płeć, dlatego wolałam odczekać odpowiednią ilość czasu, aby już w 100% być przekonana, czy mi się podoba, czy też nie i nie sprzedawać Wam tu ściem. Ciekawe jesteście mojej ostatecznej opinii na jego temat? Jeśli tak, zapraszam do dalszej lektury :).

Zacznę może od tego, że jest to jedyny w mojej kolekcji lakier marki NeoNail jaki posiadam. Mając współpracę z Semilakiem nie widziałam potrzeby kupowania hybryd innych marek, a na ten zdecydowałam się wyłącznie z racji tego, że bazę i top otrzymałam jeszcze w 2015 roku na konferencji Meet Beauty, w której miałam przyjemność uczestniczyć, więc uznałam, że do kompletu dokupię lakier, który nadaje się do noszenia (w mojej wersji paczki upominkowej do bazy i topu dołączony był "oczobijny" oranż, który od razu oddałam Siostrze), aby po prostu przetestować coś nowego. Wybór padł na baaardzo nietypowy kolor Orchid.




Jest to lakier o tyle dziwny, że na każdej karnacji i w każdym świetle wygląda nieco inaczej. Czasem to chłodny, wręcz babciny fiolet, czasem wpadający w lekki fioleto-róż, aby innym razem wydobyć z siebie zdecydowanie różowe tony, znacznie dominujące nad fioletem. Prawdziwa orchidea, dlatego nazwa trafiona w dyszkę! Z racji tej jego wyjątkowości długo nie mogłam się zdecydować co o nim myśleć, ale ostatecznie jestem na tak. Ta swoista odmienność czyni go jednym z oryginalniejszych lakierów w mojej małej, hybrydowej kolekcji. Polubiliśmy się!

Co do jakości, to jak wspomniałam wyżej - jest świetna. Tak jak w przypadku Semilaków trzyma się od nałożenia do ściągnięcia. Nie ma też problemu z nakładaniem syrenki (mój ChiodoPro z kolekcji Edyty Górniak nie znosi się z syrenką, ale o tym innym razem). Sprawdzi się zarówno latem jak i zimą, gdyż jego bazowy kolor to dość chłodny lila-róż, który jest uniwersalny zarówno na jedną, jak i na drugą porę roku.

Poniżej możecie zobaczyć jak prezentował się we wrześniu 2016 na moich prawie wcale nieopalonych dłoniach.






Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania na jego temat. Podoba się wam, czy niespecjalnie? Dajcie znać w komentarzach :). Przyjemnego wieczoru!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...