poniedziałek, 19 października 2015

Benefit They're Real! Push-Up Liner

Witajcie moi Drodzy! Tydzień przerwy za mną, ale już jestem, wróciłam do Was :). Niestety moja nieobecność była spowodowana grypą, która dopadła mnie znienacka, praktycznie następnego dnia po koncercie Edyty we Wrocławiu (w 5-tysięcznym tłumie nie trudno coś złapać), przez co nie miałam ani sił, ani tym bardziej weny, by spłodzić jakikolwiek post.

Odzyskując jednak energię i twórczy zapał, przychodzę z recenzją eyelinera, który zakupiłam sobie kilka miesięcy temu. Dotychczas byłam (i jestem nadal!) wierna eyelinerowi z Wibo, który jest jak dla mnie niekwestionowanym numerem jeden, choć nie ukrywam, że benefitowa propozycja zaciekawiła mnie, głównie z uwagi na bardzo precyzyjną - mogłoby się wydawać - końcówkę, dlatego też postanowiłam osobiście przekonać się, jak będzie się z nim pracowało oraz jak zaprezentuje się na moich oczach.

W kartonowym opakowaniu został umieszczony aplikator ze skuwką, pod którą mieści się szpiczasta końcówka, serwująca nam eyeliner. Aby go wydobyć, trzeba uprzednio kilkunastokrotnie przekręcić dolną częścią, zatem nie zrażajcie się, jeśli eyeliner nie pojawi się od razu. Jest to frustrujące, ponieważ można mieć obawy, że dostało się produkt zużyty do połowy, no ale cóż...




Końcówka aplikatora, jak wspomniałam wyżej, wydaje się być precyzyjna. Jest to wrażenie złudne, ponieważ z eyelinerem tym, trzeba nauczyć się pracować (i to solidnie!), przez co na pewno nie polecałabym go osobom początkującym lub jeszcze nie w pełni wprawionym. Zdawałam sobie oczywiście sprawę, że kosmetyk ten będzie robił raczej grubszą kreskę, gdyż w samej tylko nazwie ma sformułowanie "push-up", jednak nie spodziewałam się, że będzie nim można wyrysować jedynie krechy w stylu Amy Winehouse. Jest to problematyczne zwłaszcza, kiedy próbujemy idealnie zaznaczyć wewnętrzny kącik lub zakończyć kreskę tzw. "jaskółką", czego ja osobiście nie praktykuję, ale wiem, że wiele dziewczyn preferuje takie zakończenie, dlatego nadmieniam, że tu też może pojawić się problem.




Konsystencja eyelinera jest sama w sobie bardzo gęsta i kremowa. Narysowana kreska utrzymuje się w prawie nienagannym stanie od rana do wieczora, choć zauważyłam, że w ciągu dnia lubi się delikatnie zmyć w wewnętrznym kąciku oka. Wykończenie jest całkowicie matowe, a czerń głęboka. Wiem, że na zdjęciach kolor wygląda na lekko wypłowiały, ale fotografując efekt na oczach, eyeliner był już na całkowitym wykończeniu, przez co ledwo dałam radę wydobyć resztki na potrzeby postu, dlatego mam nadzieję, że wierzycie na słowo :).




Generalnie jeśli miałabym podsumować ten kosmetyk, to muszę przyznać, że jestem średnio z niego zadowolona, głównie dlatego, że sama lubię decydować czy chcę grubszą, czy szczuplejszą kreskę na oczach, a ten produkt zapewnia w zasadzie tylko jedną możliwość. Druga sprawa to fakt, że końcówka która ma ułatwiać życie, wcale tego nie robi, a chwilami mam wrażenie, że wręcz utrudnia, ponieważ z racji tego, że jest gumowa, nie zawsze sunie elegancko po powiekach, tylko bywa, że trzeba trochę się namachać i kilkukrotnie poprawiać w jednym miejscu, zanim uzyskamy jednolitą kreseczkę.

Podsumowując całość, nie zniechęcam Was do tego kosmetyku całkowicie, ale też i niestety nie mogę zachęcić. Jest problematyczny i tylko od Was będzie zależeć, czy się do niego przekonacie, czy nie. Jednak w moim odczuciu, mamy do dyspozycji tak duży wybór wszelakich eyelinerów, że wypróbowanie tego polecałabym jedynie osobom lubiącym mocny, wyrazisty efekt na oczach, gdyż fanki subtelnego spojrzenia, niestety mogą poczuć się zawiedzione. 

Moja zminiaturyzowana wersja o pojemności 0,36 g kosztowała 45 zł i jest to fajna opcja, jeśli nie chcecie od razu inwestować w pełnowymiarowy produkt, którego cena wynosi 125 zł za 1,4 g. Poza kolorem czarnym, mamy dostępne także inne, czyli fiolet, niebieski, zielony i bodajże brąz.

Dajcie mi znać, czy znacie benefitowy eyeliner, a jeśli tak, to czy przypadł do Waszego gustu, a może podobnie jak ja nie jesteście przekonane co do efektu, jaki daje :).

Buziaki! :*

30 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale co się namiziałam to moje :P Gdyby ten marker był łatwiejszy w obsłudze, życie byłoby prostsze :)

      Usuń
  2. Sama mam co do niego mieszane uczucia. Odnoszę wrażenie, że konsystencja średnio współgra z tym aplikatorem, powinna być lżejsza, mniej kremowa. Bardziej przypomina mi miękką kredke niż liner.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, może też dlatego ciężej nim operować na powiece, niż w przypadku standardowych linerów :(

      Usuń
  3. Ja testowałam ten liner w sephorze i zakochałam się w nim :) mi wyszła idealna cieniutka kreska bez żadnych problemów. Jednak ze względu na cenę to nie kupiłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, to pozazdrościć umiejętności :) Ja próbowałam kilkunastokrotnie i zawsze wychodziła grubaśna krecha, dlatego trochę się do niego przez to zraziłam :P

      Usuń
  4. Nie miałam tego eylinera, ale masz rację,że z każdym trzeba nauczyć się pracować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, a z tym już szczególnie :)

      Usuń
  5. Ja ciągle uczę się rysowania kredki dlatego w tak drogi produkt na razie nie inwestuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jesteś na początku drogi, z całego serca polecam Ci czarny eyeliner Wibo, jest tani jak barszcz, a ma precyzyjny pędzelek, bardzo łatwy w obsłudze i do tego znakomitą jakość. Nie kruszy się, nie odbija, a czerń jest bardzo głęboka. Jak dla mnie jest niezastąpiony :)

      Usuń
  6. Nie używam tego typu produktów ;) I wydaje mi się, że przy mojej oprawie oczu i cerze czarny nie wygląda zbyt dobrze. Postawiłabym na ciemniejszy brąz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo mamy brązowych linerów na rynku, więc jest w czym wybierać :) Ja w brązowej kresce czuję się za blado niestety :(

      Usuń
  7. Nigdy o nim nie słyszałam. Ale ja raczej nie skusiła bym sie na taki drogi produkt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, najtańszy to on nie jest, ale przynajmniej przekonałam się, że dobrze zrobiłam nie inwestując w pełnowymiarową wersję :P

      Usuń
  8. nie używam takich produktów, ale dobrze, że są mniejsze pojemności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze to fajna alternatywa, jeśli człowiek waha się z zakupem, albo po prostu chce przetestować z czystej ciekawości :)

      Usuń
  9. Fajnie by było gdyby miniatura znalazła się kiedyś w jakims pudełku subskrypcyjnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że chyba w jakimś była? Tylko teraz już nie wiem w którym, ale coś mi się obiło u kogoś na blogu z tego co pamiętam :)

      Usuń
  10. Nie miałam tego eyelinera ale miała tusz o tej samej nazwie który u mnie niestety się nie sprawdził;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tusz u mnie sprawdził się całkiem ok, ale eyeliner hmm... mogłoby być lepiej :P

      Usuń
  11. Miałam jego odpowiednik z Maybelline, działał na tej samej zasadzie, a i moje wnioski byly podobne :P nic specjalnego :P choć ten z Maybelline przynajmniej nie był taki drogi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż tyle, że udało Ci się zaoszczędzić :)

      Usuń
  12. Ja go lubię, aplikator jest dla mnie prosty w obsłudze, jedyne co mnie wkurza to jego nieprzywidywalność. Czasem odbija się na górnej powiece po 2 godzinach, czasem wcale. Nie lubię takij chustawki :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie odbijania nie było, choć to może częściowo zależy także od budowy oka. Ja go mimo wszystko niespecjalnie lubię :P

      Usuń
  13. Kupiłam sobie tańszą wersję z Maybelline i to była porażka!!! Z tego co widzę, to identycznie wypadł produkt Benefit, więc na pewno się na niego nie skuszę. Robię całą kreskę, czyli od wewnętrznego kącika aż po jaskółkę i według mnie linerem z takim aplikatorem jest jeszcze trudniej niż tradycyjnym.
    Cieszę się że już czujesz się lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana :* Faktycznie zrobienie jaskółki jest problematyczne, choć wykonalne, ale wtedy jest to raczej jaskóła ;)))

      Usuń
  14. trochę mnie przeraziło to jak wygląd akońcówka aleeee chciałabym wypróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można się skusić na tą mini wersję. Ja się cieszę, że nie zakupiłam pełnowymiarowej :P

      Usuń
  15. Właśnie słyszałam, że opinie o nim są podzielone :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są i to mocno, to chyba też poniekąd rzecz gustu i umiejętności :)

      Usuń

Dziękuję za Twoją opinię! Jest ona dla mnie bardzo cenna. Staram się zaglądać do każdego kto zostawi komentarz, więc nie musisz mnie dodatkowo zapraszać na swój blog :) Komentarze obraźliwe, wulgarne, autopromocyjne, bądź z pyt. obserwujemy? - usuwam. Jeśli masz jakieś pytania, na każde odpowiem pod Twoim komentarzem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...