środa, 11 października 2017

Naturalny sposób na wybielenie zębów - Coco Glam

Witajcie! O tym jak ważne są zdrowe zęby i biały uśmiech myślę, że nie trzeba nikogo przekonywać. W końcu większości z nas zależy na tym, aby jama ustna była jak najbardziej zadbana, a zęby lśniły czystością i bielą. Niestety genetyka bywa bezwzględna, dlatego nie każdy jest posiadaczem naturalnie jasnej kości, stąd też wiele osób dąży do tego, żeby najbardziej jak to możliwe wybielić swój uśmiech. Sposobów na rynku jest wiele, choć nie każdy w pełni bezpieczny i dostosowany do wszystkich. Czasem wybierając zły gabinet, czy też metodę, za grubą kasę możemy zafundować sobie nie tylko bolesną nadwrażliwość zębów lub dziąseł, ale nawet trwałe uszkodzenie szkliwa.

Coco Glam, o którym Wam dzisiaj opowiem, jest w 100% naturalnym, czarnym proszkiem, powstałym z utlenionej wersji węgla, mającego nam pomagać w efektywnym wybielaniu zębów, w którego składzie znajdziemy jedynie:
* aktywny węgiel organiczny z kokosa
* naturalną glinkę bentonitową
* ekstrakt z mięty
* ekstrakt ze skórki pomarańczy

W paczce otrzymanej od marki, znalazłam także dwie szczoteczki bambusowe od Ecobamboo (zwróćcie uwagę na tą słodką pandę wyżłobioną na trzonku), z których jedna od razu poszła w użycie.



Aby produkt przypadkowo nie uległ rozsypaniu, po odkręceniu wieczka Coco Glam mamy widoczną plastikową membranę, która bardzo dobrze sprawdza się w tej roli.




Schemat działania jest prosty. Moczymy szczoteczkę, nanosimy na nią proszek i szczotkujemy zęby przez 3 minuty. Następnie zostawiamy produkt na zębach przez kolejne 2 minuty (które ja przeznaczam na umycie umywalki, bo niestety proceder używania Coco Glam jest bardzo brudzący, ale coś za coś), płuczemy usta wodą i następnie myjemy zęby standardową pastą, całość powtarzając najlepiej rano i wieczorem. U mnie miało to miejsce tylko wieczorem, a dlaczego tak było, czytajcie proszę dalej.

To, co jest zauważalne od razu po pierwszym użyciu, to przede wszystkim perfekcyjne oczyszczenie zębów, które śmiało można by porównać do oczyszczania w gabinecie stomatologicznym. Zęby są śliskie jak tafla i aż lśnią. Niestety przez to, że proszek jest bardzo drobno zmielony i bardzo lotny, czarne drobinki lubią wchodzić w wąskie przestrzenie międzyzębowe oraz pod linię dziąseł, czego nie da się w 100% usunąć mechanicznie. Trzeba po prostu poczekać, aż w ciągu dnia lub nocy ślina samoistnie je wypłucze, dlatego nie polecam używania Coco Glam przed wyjściem, co by nie odczuwać późniejszego dyskomfortu.

Pierwsze efekty wybielania zaczęłam dostrzegać po ok. 2 tygodniach. Zęby swoje z natury mam raczej jasne, więc nie liczyłam na cuda, ale mimo to po miesiącu udało się uzyskać mniej więcej 1 ton jaśniejszy, co mnie bardzo cieszy. Dla podtrzymania rezultatu używam mojej ulubionej pasty wybielającej Biała Perła, o której opowiadałam Wam tutaj - KLIK.



Cena Coco Glam to 89 zł za 30g proszku, które starczą na ok. 2 miesiące używania. Moim zdaniem warto, ponieważ jak możecie zauważyć wyżej, u mnie wybielenie jest widoczne nawet bez grama makijażu i żadnej pomadki. Oczywiście po nałożeniu wyrazistej szminki (np. TEJ), efekt jest optycznie spotęgowany, co znacząco wpływa na moje lepsze samopoczucie.



Mieliście już do czynienia z Coco Glam? Co myślicie o tego typu sposobach na wybielenie zębów? Dajcie koniecznie znać w komentarzach! :*

poniedziałek, 2 października 2017

Carolina Herrera - 212 NYC

Cześć! Jakie jest Wasze pierwsze skojarzenie, gdy wymawiacie nazwę "Nowy Jork"? Ja oczami wyobraźni widzę przede wszystkim ogromne wieżowce sięgające chmur, wszechogarniającą nowoczesność dostrzegalną na każdym kroku, zielony Central Park, tłumy ludzi pędzące w pośpiechu za swoimi sprawami oraz eleganckich biznesmenów i kobiety sukcesu, przemierzające ulice Manhattanu w okolicach Wall Street. Myślę, że perfumy o których Wam dzisiaj opowiem idealnie wpisują się w atmosferę tego tętniącego życiem miasta.

Wiedzieliście, że 212 to numer kierunkowy do jednej z 5 dzielnic Nowego Jorku, czyli wspomnianego już Manhattanu? Jest to najmniejszy, ale zarazem najdroższy i najbardziej wpływowy okręg, zamieszkiwany głównie przez bogatych finansistów, czy maklerów giełdowych. Luksusowa atmosfera wyczuwalna jest niemal wszędzie i chociaż nigdy nie miałam okazji bezpośrednio nią pooddychać, używając zapachu od Caroliny Herrery czuję się niemal jak jedna z tych kobiet biegnących w szpilkach Loubutin na ważne spotkanie, decydujące o milionach monet...

Opakowanie zewnętrzne perfum jest niczym niewyróżniające się. Ot, stalowa szarość z połyskującymi pod kątem padania światła literami. Gdybym ich nie znała wcześniej pomyślałabym, że to jakaś niższa półka zapachowa, ale nic bardziej mylnego. Już po wyciągnięciu flakoniku w kształcie kapsuły wykonanej z matowego szkła i pierwszym rozpyleniu zapachu wiadomo, że mamy do czynienia z klasą samą w sobie.






Nuta głowy: kaktus, kwiat pomarańczy, bergamotka, mandarynka
Nuta serca: kamelia, róża, frezja, konwalia, lilia, gardenia, jaśmin
Baza: piżmo, drzewo sandałowe

Zapach ten określiłabym jako dojrzały, ale zarazem nowoczesny. Stworzony dla kobiety 30+, świadomej i pewnej siebie. Całkowicie nie dla nastolatek. Doskonale sprawdzi się w okresie jesień/zima i osobiście nie wyobrażam sobie używać go latem (chyba, że wieczorami). Jest to też świetna propozycja do pracy, gdyż perfumy te należą do kategorii zapachowej, która z powodzeniem potrafi budować dystans. Nie ma mowy o poufałości. Mimo to są bardzo lubiane przez mężczyzn, gdyż z opinii jakie uzyskałam, w moim towarzystwie były odbierane przede wszystkim jako zmysłowe i wyrafinowane.

Pomimo, że mamy tu do czynienia tylko z wersją eau de toilette, jest to zapach intensywny i trwały, długo utrzymujący się zarówno na ciele jak i ubraniach. Posiada też solidny "ogon", więc nosząc go na sobie, w tłumie z pewnością nie znikniemy ;). Ważna jest tu jednak zasada "im mniej - tym lepiej", gdyż nałożony zbyt obficie, w mgnieniu oka potrafi stać się duszący i nieprzyjemny dla otoczenia.






Przepiękne, klasyczne, ponadczasowe - sądzę, że te 3 słowa świetnie oddają specyfikę tych jakże wyjątkowych perfum. Jeśli lubicie tego typu propozycje, koniecznie musicie się z nią zapoznać. Ja ze swojej strony bardzo polecam i żałuję, że przypomniałam sobie o nich dopiero po długim czasie, bo przyznam, że tęskniłam za tego rodzaju szykownością w swojej małej, perfumowej kolekcji. Jego cena w Sephorze to 209 zł za 30 ml.


środa, 27 września 2017

Zamiennik Urban Decay Naked 1? Paleta cieni Eveline Nude All in One

Cześć! Jeszcze w czerwcu dzięki uprzejmości ekipy Meet Beauty, otrzymałam wiele paczek od przeróżnych marek kosmetycznych, zawierających ich nowości kosmetyczne. Jedna z nich, która znalazła się w tej ogromnej przesyłce należała do marki Eveline, w której to pośród innych produktów znalazłam ciekawą paletkę do oczu All in One, o której dzisiaj Wam co nieco poopowiadam.

Paleta ta została nazwana Nude i zawiera w sobie 12 cieni do powiek, z których 10 jest perłowych (przy czym koniecznie należy mieć na uwadze, że jest to bardzo drobno zmielona, elegancka perła), a 2 pozostałe matowe. Całość zamknięto w przezroczystym opakowaniu z pacynką posiadającą z drugiej strony pędzelek, który niestety do niczego się nie nadaje.




Po bliższym przyjrzeniu się cieniom w mojej głowie zaświtała myśl, że przecież te kolory już gdzieś kiedyś widziałam. Natychmiast pobiegłam do swojej kosmetycznej szuflady wyciągając pierwszą wersję Naked i bingo! Kolory w Nude to niemal bliźniacze odbicie cieni, które kilka lat temu zaserwowało nam Urban Decay, przy czym różni je jedynie stylistyka opakowania oraz kolejność rozmieszczenia cieni. Gdyby w Nude zamienić 2 i 3 rząd miejscami, mamy dokładną kolejność kolorów, która widnieje w Naked 1 (link do notki).



Jeśli chodzi o pigmentację, nie ma co ukrywać, że Eveline bardzo się postarało i jest ona świetna. Patrząc na poszczególne odcienie, między większością nie zauważam żadnej różnicy, w porównaniu do kolorystyki oferowanej nam przez Naked, natomiast w przypadku tych, które delikatnie odbiegają, po nałożeniu na powieki i rozblendowaniu, jest to kompletnie niedostrzegalne. Zauważyłam też, że jeden cień delikatnie odstaje od reszty pod względem jakości, będąc bardziej tępym jeśli chodzi o nakładanie i mowa tu o 2 cieniu od lewej strony w 2 rzędzie, czyli odpowiedniku Hustel.

Zobaczcie same jak wszystkie prezentują się na ręce po jednorazowym przeciągnięciu.




Ogólnie praca z tymi cieniami jest bardzo dobra i moim zdaniem są one lepszej jakości, niż np. Make Up Revolution, ale jednak mimo wszystko wciąż im dość daleko do Urban Decay. W każdym razie sądzę, że paletka ta jest warta swojej ceny, czyli ok. 50 zł i warto w nią zainwestować jeśli nie mamy ochoty wydać większej kwoty. Makijaż nią wykonany trzyma się bardzo dobrze. Na bazie UD, czyli tej, którą używam pod wszystkie cienie, wytrzymuje spokojnie cały dzień bez rolowania się, wchodzenia w załamania i zanikania, także pod tym względem nie mam jej nic do zarzucenia.



A Wy znacie już Nude All in One od Eveline? Dajcie znać! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...