poniedziałek, 19 czerwca 2017

Vichy Idealia - idealny krem pod oczy? Pierwsze wrażenia

Cześć! Dziś przychodzę do Was z nowością w mojej kosmetyczce, tym razem od marki Vichy, czyli kremem pod oczy Idealia. Z kilkoma kosmetykami tej linii miałam już wcześniej do czynienia, przy czym najbardziej polubiłam się z kremem do twarzy, który fajnie współgrał z moją mieszaną cerą i o którym również możecie poczytać na blogu w zakładce "pielęgnacja twarzy". Do sięgnięcia po Idealię pod oczy zachęciły mnie głównie pozytywne recenzje, z którymi zetknęłam się w Internecie, obietnica redukcji cieni pod oczami oraz wygładzenie linii i struktury skóry, czyli wszystko to, o co wypadałoby zadbać dobijając już za dwa miesiące 30-tki ;).




Obietnice producenta:
"Idealia pod oczy. Idealny kontur oka.
* Redukuje cienie pod oczami
* wygładza linie i strukturę skóry
* rozjaśnia skórę wokół oczu (kompleks DRM-BRIGHT + Witamina Cg + LHA + Kofeina).
Skóra wrażliwa. Hypoalergiczny. Woda termalna z Vichy.
Wskazania:
Cienie pod oczami, widoczne linie.
Innowacja:
Pierwsza pielęgnacja od Vichy z kompleksem DRM-BRIGHT, kofeiną, witaminą B3 i cząsteczkami rozświetlającymi aby przywracać idealny wygląd skóry wokół oczu.
Skuteczność (ocena kliniczna, 39 kobiet, 4 tygodnie):
* widoczność cieni pod oczami - 21%
* oznak zmęczenia - 23%
* linii wokół oczu - 25% 
Przyjemność stosowania:
Świeża, nawilżająca konsystencja. Wygładzający aplikator."


Kosmetyk przychodzi do nas w miękkiej, perłowo-różowej tubce o pojemności 15 ml, a jego ważność to 6 miesięcy od daty otwarcia. Całość zapakowana jest w kartonowe opakowanie z 4 wersjami językowymi, co jest moim zdaniem bardzo sensownym posunięciem, gdyż pozwala marce dotrzeć do znacznie szerszej liczby odbiorców.



Jeśli chodzi o aplikator, jest to silikonowa "łopatka", która ma na celu dozowanie i dokładne rozprowadzanie produktu pod oczami. Niby fajnie, ale jak dla mnie to zbędny gadżet, gdyż taki sposób nakładania wbrew potencjalnym założeniom, nie jest do końca precyzyjny, przez co ostatecznie i tak musimy wklepać krem palcami. Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby zamiast "łopatki", producent umieścił zwykły aplikator z "dziubkiem", ale to już takie moje małe "widzimisię".




Krem jest koloru perłowo - beżowego, jednak po roztarciu doskonale stapia się z cerą, stając się całkowicie niewidoczny. Zgodnie z oczekiwaniami, zawiera mikrodrobinki, które pięknie odbijają światło dając efekt optycznego wygładzenia. Konsystencja jest idealna - ani zbyt gęsta, ani płynna, przez co kosmetyk bezproblemowo rozprowadza się i błyskawicznie wchłania, dzięki czemu dosłownie po paru sekundach możemy przejść do nakładania codziennego makijażu.



To, co mnie zaskoczyło to fakt, że krem ten jest całkowicie bezzapachowy. Spodziewałam się lekkiego aromatu, który jest charakterystyczny dla pozostałych produktów z linii Idealia, jednak tutaj producent postawił na zminimalizowanie ryzyka podrażnienia delikatnej skóry wokół oczu i zrezygnował z tego dodatkowego składnika. Dla większości osób ta cecha pewnie będzie in plus, dla mnie również, aczkolwiek z drugiej strony jeśli kosmetyki delikatnie pachną, ich używanie jest przyjemniejsze ;).

To, co po pierwszych kilkunastu zastosowaniach już teraz przekonało mnie do tego kremu to fakt, że świetnie nawadnia moją skórę pod oczami, co jest odczuwalne w zasadzie od pierwszego użycia. Nawet po umyciu twarzy i dotknięciu tych delikatnych okolic czuć, że skóra jest przyjemniejsza w dotyku. Wierzę, że skoro już teraz początkowy rezultat mnie zadowala, to tak samo będzie w przyszłości.

Kolejną zaletą jest również to, że krem ten bardzo dobrze współgra z każdym korektorem, który posiadam w swoich zasobach ( MAC Prolongwear, L'Oreal Lumi Magique, Maybelline Dream Lumi Touch i Maybelline Instant Anti-Age). Nie powoduje wałkowania korektora, ani wchodzenia w zmarszczki mimiczne. Nie skraca jego trwałości ani nie sprawia, że tusz rozmazuje się na dolnej powiece, co zdarzało mi się dość często podczas stosowania innych, bardziej tłustych kremów pod oczy.



Podsumowując, jak na ten moment jestem z tego kosmetyku bardzo zadowolona i nie dostrzegam jego wad. Ciężko mi się wypowiedzieć co do redukcji cieni, czy wygładzenia linii, gdyż produkt ten używam od niedawna, ale już na ten moment jestem w stanie zauważyć, że skóra pod moimi oczami wygląda na bardziej wypoczętą, świeższą i po prostu ładniejszą, niż przed jego stosowaniem. Kosmetyk ten jest bardzo delikatny i nie zauważyłam, aby podrażniał, czy powodował najmniejszy nawet dyskomfort, a warto wspomnieć, że nakładam go zarówno rano pod makijaż jak i wieczorem przed snem, więc jest na mojej twarzy praktycznie 24/7.

Myślę, że krem pod oczy Idealia od Vichy jest wart wypróbowania. Powinien sprawdzić się zwłaszcza u kobiet w okolicach 30-tki, które dopiero chcą zacząć swoją przygodę z pielęgnacją wokół oczu i nie mają jeszcze bardzo wygórowanych potrzeb związanych z redukcją zmarszczek. Cena także jest zachęcająca gdyż waha się w przedziale od ok. 50-90 zł w zależności od tego, gdzie go kupimy.

Miałyście już może do czynienia z tym kremem? Koniecznie podzielcie się w komentarzach Waszymi odczuciami na jego temat. Buziaki! :*

piątek, 16 czerwca 2017

Lekki krem matująco - nawilżający Selfie Project / świetny krem nie tylko dla nastolatek

Witajcie! Po krem nieznanej mi dotąd marki Selfie Project sięgnęłam pewnego pięknego dnia, kiedy to ze zdziwieniem odkryłam, że mój Effaclar Duo do którego powróciłam po dłuższej przerwie, niespodziewanie dobił dna. Jako, że w tamtym czasie nie miałam nic innego w zanadrzu, postanowiłam wypróbować tą nowość licząc, że po udanej kuracji Effaclarem, kiedy to moja buźka pięknie doszła do siebie, nowy krem jej nie zapcha. Użyłam go sobie jeden dzień, później drugi, trzeci i nawet tydzień nie zdążył minąć, a już wiedziałam, że będzie z tego miłość :).

Krem przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu, gdzie mamy zawarte wszelkie informacje od producenta. Mimo, że jest on kierowany typowo do nastolatek, myślę że niezbyt wymagające cery przed i w okolicach 30-tki także powinny się z nim polubić.






Po otworzeniu kartonu, w środku znajdujemy miękką, dodatkowo zafoliowaną tubkę z kremem, dzięki czemu mamy gwarancję, że nikt przed nami go nie otwierał.




Zgodnie z informacjami zawartymi zarówno na opakowaniu jak i samej tubce, krem ten ma przede wszystkim matować twarz z jednoczesnym jej nawilżeniem, zapobiegać niedoskonałościom, nadmiernemu błyszczeniu oraz nadawać cerze optyczne wygładzenie. Co ważne, skład ma nie zawierać takich substancji komedogennych jak SLS, SLES, czy parafina. Brzmi super, prawda?

Po otwarciu kremu i wyciśnięciu odrobiny na rękę, pierwsze co przykuło moją uwagę, to lekko zielonkawy kolor oraz piękny, świeży, uniseksowy (jakby lekko mydlany?) zapach, dzięki czemu krem ten nie jest kierowany wyłącznie do kobiet, ale z powodzeniem mogą go stosować także Panowie. Dzięki przyjemnej, niegęstej konsystencji, fantastycznie się rozciera i szybciutko wchłania, natychmiastowo matując cerę z jednoczesnym uczuciem nawilżenia. Dzięki tym właściwościom potwierdzam, że zgodnie z zapewnieniami producenta może śmiało służyć także jako baza pod makijaż, na której kosmetyki co prawda trzymają się standardowo, ale za to pewnie, bo nie ma tu mowy o jakimkolwiek szybszym ścieraniu się, warzeniu itp.




Co warte podkreślenia, kosmetyk ten nawet podczas długiego, wielotygodniowego używania, faktycznie nie zapchał moich porów! Zauważyłam też, że zmniejszył ilość pojawiających się niedoskonałości, a cera po zakończeniu kuracji Effaclarem o wiele dłużej wyglądała w stanie niemalże idealnym. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na obietnice "efektu glamour", oczyszczenia i zwężenia porów, czy likwidacji zaczerwienień - u mnie akurat te nie zostały spełnione, jednak cała reszta jak najbardziej. Dodatkowo krem ten nie wywołał u mnie najmniejszych nawet podrażnień.

Skład:



Kremik kosztuje ok. 12-16 zł za 50 ml i jak za tą cenę to uważam, że jest to naprawdę fajny produkt dla cery mieszanej z drobnymi lub przemijającymi niedoskonałościami. Myślę, że być może nie dla wszystkich okaże się to niezbędnik i kosmetyczny must have, ale może akurat chociaż część z Was polubi go tak mocno jak ja :).

Tymczasem życzę Wam udanego słonecznego, długiego weekendu! :*

poniedziałek, 12 czerwca 2017

"Meteorytowa" baza rozświetlająca - Catrice Pure Radiance Glowrizer

Cześć Słoneczka! Na Śląsku wspaniała aura wprost zachęca do wyjścia na dwór. Z tego też powodu dość mało mnie ostatnio w domu, bo aż żal nie wykorzystywać pięknych, słonecznych chwil i ciepłej pogody. A jako, że z małymi wyjątkami w ostatnich dniach słońca mamy pod dostatkiem, warto postawić również na subtelne rozświetlenie naszej skóry.

Jako posiadaczka cery mieszanej, nigdy nie przepadałam zarówno za bazami jak i podkładami rozświetlającymi, obawiając się, że osiągnę efekt odwrotny od zamierzonego, czyli jeszcze bardziej podkreślę świecenie i to niekoniecznie to eleganckie, na którym każdej z nas zależy. Przyjęło się bowiem, że mieszany typ skóry należy matować i nie dopuszczać do tego, aby zaczęła się brzydko błyszczeć w środku dnia. Jednak co, gdyby udało się połączyć cerę mieszaną ze świeżym blaskiem rodem z Hollywood? :)

W tym celu pomoże nam genialna, podkreślę raz jeszcze - GENIALNA baza pod makijaż marki Catrice o nazwie Pure Radiance Glowrizer, która niedawno weszła na polski rynek. Jest maleńka, idealna na wyjazd, ponieważ zgrabna, szklana buteleczka zawiera jej tylko 15 ml.



W środku znajdziemy połyskujące, żelowe perełki, które pod wpływem nacisku pompki pękają, zamieniając się w płynną, rozświetlającą konsystencję, którą w tej postaci możemy już bezpośrednio nanosić na twarz.




Aplikacja jest banalnie prosta, gdyż baza ma tak wodnistą strukturę, że wchłania się dosłownie w kilka sekund, przez co niemal natychmiast buzia staje się lekko nawilżona i przygotowana do nakładania dalszego makijażu, a do tego bardzo przyjemny zapach uprzyjemnia nam cały proces. Jeśli obawiacie się jakichkolwiek drobinek, to z góry uprzedzam, że w tym produkcie akurat je znajdziecie, ale spokojnie, bo o ile saute, bez grama makijażu widać je na cerze gołym okiem (przy czym nie jest to chamski brokat, tylko bardziej jak gdybyście delikatnie dmuchnęły w sypki rozświetlacz i połyskliwe drobinki przeniosły się Wam lekko na twarz), o tyle po nałożeniu podkładu stają się całkowicie niewidoczne, przy czym buźka wygląda na bardzo promienną, świeżą i wypoczętą. Coś wspaniałego!



Co ważne, baza faktycznie przedłuża trwałość makijażu zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Pomimo wysokich temperatur, makijaż jest w stanie wytrzymać o kilka godzin dłużej, niż standardowo. Nie zauważyłam też, aby jakiekolwiek kosmetyki na nią nałożone, zachowywały się inaczej, niż zwykle. Ponad to spisuje się o wiele lepiej, niż podobna, perełkowa baza z Bielendy, bo choć tę drugą wypróbowałam dopiero kilka razy to nie do końca jestem z niej zadowolona, gdyż nie zauważam praktycznie żadnych efektów jej użycia, w przeciwieństwie do tej, choć i tamtej dam jeszcze szansę, aby nie skreślać na starcie.

Jeśli macie w pobliżu szafę Catrice, to bezsprzecznie zachęcam Was do przyjrzenia się z bliska temu produktowi, bo a nuż pokochacie go tak samo mocno jak ja :).Ogromnie żałuję, że jest to edycja limitowana, ponieważ po jej wykończeniu będę się musiała rozejrzeć za godnym następcą, a już teraz wiem, że może być ciężko. Cena bazy wynosi 22 zł. Polecam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...