Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korektory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korektory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lipca 2017

Korektor MAC Pro Longwear NC20

Cześć! Z korektorami do twarzy nie mam wielkiego doświadczenia. Mam to szczęście, że moja cera nie należy do mocno problematycznych i niespodzianki na niej pojawiają się stosunkowo rzadko, choć bywają też okresy najczęściej przed "tymi" dniami, że potrafi wyglądać dość nieciekawie, zwłaszcza w przetłuszczającej się strefie T. Z tego też względu potrzebuję mieć w swojej kosmetyczce jeden, niezawodny korektor, który w razie gorszych dni, przybędzie mi z pomocą i zakryje co trzeba, jednocześnie utrzymując się w niezmienionym stanie cały dzień.

Zdecydowałam się na wychwalany MAC Pro Longwear, mając na uwadze szeroki wybór odcieni (aż 16!), solidne krycie oraz oferowaną przez tę markę jakość. Miałam nadzieję, że zda u mnie egzamin nie tylko na wypryski, ale także zakrywając żyłki pod oczami, bo chociaż na codzień w tym celu wystarcza mi lekki, rozświetlający korektor, to czasem jednak mam ochotę nałożyć coś mocniejszego, zwłaszcza podczas ważniejszego wyjścia lub przy makijażu wieczorowym.

Opakowanie w którym otrzymujemy kosmetyk to czarny kartonik charakterystyczny dla produktów MAC, gdzie mamy także umieszczoną informację na temat odcienia który wybraliśmy, w moim przypadku NC20.




Korektor posiada gramaturę 9ml i umieszczony został w dość ciężkim, szklanym pojemniku z pompką. Podczas używania polecam uważać, by nie spadł Wam przypadkiem na ziemię, ponieważ już nie raz słyszałam że przez swoją wagę komuś się stłukł.



Odcień na który się zdecydowałam to NC20, czyli jasny kolorek, wpadający całkowicie w żółte tony. Do mojego kolorytu cery, gdzie przez większość roku noszę podkład Bourjois Healthy Mix 52 pasuje wyśmienicie. Konsystencja jest dość lejąca, ale mimo to trzeba przyznać, że korektor jest świetnie napigmentowany, a podczas rozcierania tej pigmentacji nie traci. W przypadku kiedy nakładam go pod oczy, wystarcza mi niecałe pół pompki do uzyskania mocnego krycia, dlatego przy dacie ważności wynoszącej 6 miesięcy od otwarcia i sporej gramaturze, warto rozważyć jego kupno na spółkę z koleżanką/kuzynką/siostrą/mamą itp., żeby się nie zmarnował. Na zdjęciu poniżej pokazałam Wam jego ilość po wyciśnięciu całej pompki.



Jeśli chodzi o najważniejsze, czyli działanie, tutaj korektor sprawdza się fantastycznie, o ile mamy na myśli przykrywanie niedoskonałości na twarzy. Po przypudrowaniu utrzymuje się cały dzień, nie ściera podczas dotknięcia, nie zmienia koloru i naprawdę nie mam mu w tym względzie nic do zarzucenia. Jeśli jednak chodzi o skórę pod oczami, sprawa wygląda troszkę inaczej. Mianowicie przez to, że korektor jest dość ciężki nie ma opcji, by nie zastosować uprzednio kremu pod oczy. Jednak pomimo nałożenia kremu czasem zdarza się, że Pro Longwear z chwili na chwilę zaczyna wyglądać po prostu brzydko, sucho (jak tynk), dając wrażenie jakby skóra pod oczami była kompletnie odwodniona, a ponad to lubi niejednokrotnie podkreślać zmarszczki. Do tej pory nie wyczułam od czego to jest zależne, ponieważ są dni, że na tym samym kremie wygląda świetnie, pół satynowo i pomimo upływu wielu godzin wciąż świeżo, a są dni, że wygląda tak źle, iż kompletnie nie jestem z niego zadowolona i mam ochotę zmyć. Na szczęście tych gorszych dni jest o tyle mało, że skłonna jestem mu to wybaczyć.



Podsumowując: Korektor MAC Pro Longwear to dobry kosmetyk, choć moim zdaniem lepiej sprawdza się na twarzy, niż pod oczami. Jestem pewna, że stosując go dłuższy czas pod oczy bez uprzednio nałożonego kremu mógłby przesuszyć te delikatne okolice, dlatego ja nie byłabym aż taką ryzykantką. Krycie jakie możemy uzyskać za jego pomocą jest od średniego po mocne. Trwałość jak wspomniałam bez zarzutu, a duża gramatura ciężka do samodzielnego wykończenia w czasie określonym przez producenta, o ile nie jesteście wizażystkami i nie malujecie klientek. Generalnie jak na produkt tego typu jest ok, ale myślę, że podobne można znaleźć szukając w niższej półce cenowej. Jego koszt to mniej więcej 80 zł. Czy kupię ponownie? Raczej nie, ponieważ prawdopodobnie będę się rozglądać za równie dobrą propozycją o mniejszej gramaturze, którą bez problemu samodzielnie wykończę. A Wy co uważacie na jego temat?

poniedziałek, 20 lipca 2015

Sztuka kamuflażu, czyli Make Up Forever Full Cover w praktyce (zdjęcia nie dla wrażliwych osób)

Cześć! Dzisiejszy post powstał całkiem spontanicznie, w zasadzie "na kolanie", dlatego już na samym wstępie chciałam Was bardzo przeprosić za nie najlepszą jakość zdjęć. Jak wiecie, niedawno spędzałam czas na wsi, gdzie podczas mojego pobytu, jak zwykle postawiłam na aktywny wypoczynek. Dużo jazdy na rowerze, dużo spacerów, oczywiście spotkania ze znajomymi itd., niemniej pierwszego dnia, aby zacząć delikatnie, postanowiłam wybrać się nad pobliską rzekę, choć wiadomo, jak to nad wodą bywa (tym bardziej w pobliżu lasu) - pełno wszelakiego robactwa, owadów, zarówno tych w trawie, jak i latających. Pech chciał, że w momencie, kiedy zrywałam niezapominajki, aby następnie móc postawić w kuchni na stole cudny, niebieski bukiet (żałuję, że nie cyknęłam przy okazji paru fotek, bo z daleka wyglądały jak niebieski dywan, coś pięknego), użarła mnie w nogę końska mucha, czyli tzw, giez. Wszystko nic, gdyby nie to, że na ugryzienie tego owada jestem uczulona i wystarczył 1 dzień, by z niewielkiego zaczerwienienia, powstała spora, bordowa opuchlizna, która jednym słowem wyglądała i wygląda nadal koszmarnie ;(. Nauczona doświadczeniem z lat poprzednich wiem, że sama opuchlizna schodzi u mnie w ciągu 3-5 dni, ale ślad będzie bankowo widoczny jeszcze przez najbliższy miesiąc i na nic zda się tu picie wapna ;( A ja już w ten weekend wybieram się na wesele kuzyna, na które szykuję się od dobrych kilku tygodni!!! Buuu ;(

Po wstępnym lamencie, zabiciu upierdliwego gza i przeklinaniu losu, nagle przypomniałam sobie, że robiąc niedawne zakupy w Sephorze, poprosiłam o odlewkę korektora Make Up Forever Full Cover, którego krycie jest określane jednym z najmocniejszych, dostępnych na rynku i który bardzo chwali sobie jedna z moich ulubionych youtuberek, czyli Maxineczka. Ucieszona postanowiłam wypróbować go w praktyce, a uwierzcie, że miał co zakrywać, oooj miał! JEŚLI WŁAŚNIE JECIE LUB JESTEŚCIE WRAŻLIWI NA MAŁO PRZYJEMNE WIDOKI, TO NIE PRZEWIJAJCIE POSTA W DÓŁ.




Kolor, który wybrałam to nr 6, jasny, utrzymany w żółtej tonacji. Na twarzy, przy kryciu mojej delikatnej blizny po zabiegu chirurgicznym sprawdza się super, ale ciekawa byłam, jak poradzi sobie z cięższą artylerią :). Zdjęcia lichej jakości, ale to co najważniejsze, jest dobrze widoczne :).

I tak oto macie przed sobą widok mojej nogi, 3 dni po ugryzieniu przez gza :(. W drugim dniu wyglądało to jeszcze gorzej i było mocno spuchnięte, jednak dziś, choć wciąż rumień ma nieco bardziej buraczkowy kolor, niż na zdjęciu i faktura skóry nadal nie jest równa, to jednak opuchlizna na szczęście już zeszła.



Nakładamy Full Cover:



Tutaj, po nałożeniu jednej warstwy produktu. Jak widać, przebicia wciąż są widoczne.



A tutaj po nałożeniu 2 warstw produktu i rozblendowaniu granic.



Kolor korektora, choć idealnie sprawdza się na twarzy, na ciele lekko się odznacza, bo jest troszkę zbyt żółty (i lepiej by się sprawdził z minimalną domieszką różu), ale wolę to, niż chodzenie z czerwoną plamą, wyglądającą co najmniej jak poparzenie.

Nie testowałam tego kosmetyku długotrwale, ale przez te kilka godzin, które go nosiłam na nodze (wcześniej też na twarzy, przykrywając bliznę), nawet bez utrwalenia pudrem, bardzo ładnie się utrzymał i nie spłynął, przez co mam nadzieję, że podobnie będzie na weselu i wytrwa w stanie nienaruszonym do białego rana :).

Podsumowując: Myślę, że Full Cover bez wątpienia powinien znaleźć się w kufrze każdej, profesjonalnej wizażystki, ponieważ jestem pewna, że doskonale sprawdzi się nie tylko przy kamuflowaniu blizn, czy przebarwień, ale także np. tatuaży. Krycie jest rzeczywiście mega mocne, co możecie zobaczyć powyżej i dotychczas nie spotkałam się, aby jakikolwiek inny produkt chociaż przybliżył się do tego korektora pod tym względem, nie licząc kamuflarzy z Kryolanu, których co prawda jako tako nie używałam, ale miałam okazję pomacać na żywo i wydawały mi się być również bardzo silnie kamuflujące. Podobnie, kosmetyk ten polecałabym dla osób z dużymi defektami skóry, aczkolwiek nie gwarantuję przy tym, że przy codziennym stosowaniu nie obciąży Wam cery, ponieważ jest na prawdę mocno kremowy, mocno oblepiający, zatem może być różnie, jednak na większe wyjścia, kiedy chcemy czuć pewność, że nie przebijają nam wypryski, przebarwienia itp., będzie jak znalazł. Ja co prawda nie skuszę się na pełnowymiarową wersję za 159 zł, ponieważ moje potrzeby są znikome, więc pewna jestem, że nie wykorzystałabym tego kosmetyku do końca, ale jeśli akurat Wy macie potrzebę mocnego ukrywania niedoskonałości i szukacie czegoś, co zakryje niemal wszystko, to jest to zdecydowanie korektor dla Was. Ja najbardziej cieszę się, że plama na nodze już nie popsuje mi wesela :D.

Udanego wieczoru Robaczki :*

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rossmann -49% na kosmetyki kolorowe / na które produkty warto zwrócić szczególną uwagę

Witajcie! Promocje na kosmetyki kolorowe ruszyły pełną parą. W tak gorącym okresie nietrudno jest wejść do drogerii i... wyjść albo z pustymi rękoma, albo kosmetykami kupionymi pod wpływem impulsu, z których koniec końców możemy nie być zadowoleni. Na czas tak dużych obniżek warto solidnie się przygotować przeglądając uprzednio swoje zapasy oraz tworząc listę rzeczy, które musimy kupić, bo np. akurat się kończą lub też są wynikiem naszych "chciejstw" i po prostu chcemy je mieć ot tak :).

Dzisiaj pokażę Wam moją listę kosmetyków, którym warto się przyjrzeć przemierzając rossmannowskie szlaki, ponieważ aktualnie ta promocja wzbudza największe zainteresowanie.


DO TWARZY



1. RIMMEL MATCH PERFECTION - podkład średnio kryjący w bogatej kolorystyce, pośród której większość osób powinna znaleźć odpowiedni dla siebie odcień. Jest bardzo wydajny, o przyjemnym zapachu, długo się utrzymuje i ładnie wygląda na twarzy nadając jej efekt lekkiego "glow". Wykończenie ma mokre, więc powinien dobrze wyglądać na cerze mającej tendencje do lekkich przesuszeń.

2. BOURJOIS HEALTHY MIX - podkład legenda, który albo się kocha, albo nienawidzi. Przepiękny, owocowy zapach jak żaden potrafi przyciągać jak magnez! Fajnie powinien sprawdzić się na cerze suchej/normalnej, a nawet po przypudrowaniu - mieszanej. Podobnie jak poprzednik delikatnie rozświetla, nawilża i pięknie wyrównuje koloryt cery.

3. BOURJOIS BLUSH ROSE D'OR - co prawda polecam wszystkie róże Bourjois, bo są przepiękne, jednak ten odcień jak dla mnie jest wyjątkowy. Mianowicie jest to różowy róż ze złotymi drobinkami, którym zachwycałam się w niedawnej recenzji do której Was odsyłam >>>KLIK<<<.

4. REVLON COLORSTAY - jego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Mocno kryjący podkład, dość ciężki, kierowany przede wszystkim do osób mających cerę z niedoskonałościami. Tutaj kolorystyka również jest bardzo szeroka, więc bez problemu znajdziecie coś dla siebie. O odcieniach po zmianie składu wspominałam TUTAJ.

5. LOVELY MAKE-UP BRILLIANCE - był moim pierwszym podkładem w życiu (miałam jakieś 14 lat kiedy go kupiłam jeszcze za mamine pieniądze) i wciąż jest w sprzedaży! Pamiętam, że jako nastolatka go kochałam, i dosłownie parę dni temu postanowiłam do niego wrócić, chcąc się przekonać, czy nadal jest taki fajny, jak kiedyś :). Będzie o tym osobny post, na który już z góry zapraszam. Niestety wybór odcieni mamy bardzo mocno ograniczony (jest ich dokładnie 4), więc ciężko będzie dopasować najbardziej odpowiedni, ale póki mamy promocję można zaryzykować, bo w chwili obecnie panującego rabatu, dorwałam go za niecałe 5 zł!!! Jest to podkład mocno rozświetlający.

6. BOURJOIS HEALTHY MIX CONCEALER - bardzo fajny, średniokryjący korektor, do stosowania zarówno pod oczy, jak i na niedoskonałości skóry. To już moje 3 opakowanie. Zapach tak, jak w przypadku podkładu - obłędny, owocowy i soczysty! Pisałam o nim szerzej TUTAJ.


DO OCZU



1. WIBO EYELINER - mój ukochany, pierwszy w  życiu eyeliner, którego używałam jeszcze jako nastolatka i któremu jestem niezmiennie wierna do nadal. Kosztuje grosze, w promocji wyjdzie niecałe 4 zł, więc jest to śmieszna kwota, jak za tak dobry jakościowo produkt! Czerń jest na prawdę czarna, nie rozmazuje się w ciągu dnia, nie kruszy, nie blaknie - ideał!!!

2. MAYBELLINE COLOR TATTOO - cienie, które podbiły blogosferę, na moich tłustych powiekach trzymają się przez większą część dnia, co w przypadku standardowych cieni, jest mission impossible. Nałożone na bazę (zwłaszcza Urban Decay) są nie do ruszenia, aż do zmycia. Ich recenzja pojawiła się TUTAJ.

3. L'OREAL VOLUME MILLION LASHES SO COUTURE - mascara, której już co prawda nie posiadam, ale planuję ponownie zakupić. Zdecydowanie numer 1 pośród wszystkich tuszy ze stajni L'Oreal. Jej recenzja jest TUTAJ.


DO UST
(tutaj już polecę Wam konkretne odcienie)



1. RIMMEL APOCALIPS SOLSTICE - błyszczący (ale bez drobinek) lakier do ust, w odcieniu brudnego różu. Trzyma się na ustach w miarę przyzwoicie, nie wżerając się w nie i schodząc bardzo równomiernie. Pięknie podkreśli naturalną, ciemniejszą barwę ust. Szerzej pisałam o nim TUTAJ.

2. RIMMEL LASTING FINISH AIRY FAIRY - moja ukochana pod względem koloru pomadka, nie pozbawiona oczywiście wad, ale to, że prawie całkiem ją zdenkowałam świadczy tylko o tym, jak bardzo się polubiłyśmy :). Recenzja pojawiła się TUTAJ.

3. RIMMEL MOISTURE RENEW VINTAGE PINK - jak sama nazwa wskazuje, jest to nawilżająca pomadka w kolorze dość ciemnego, nieco oldskulowego różu wpadająca nieco w jagodowe tony. Bardzo ją lubię, ale dodaje lat i wygląda poważnie, więc z pewnością nie będzie pasować wszystkim, mimo to kocham ją bardzo i polecam serdecznie :D. Recka wkrótce! :)


Dotarliśmy do finishu (to jest mój 500 post od momentu rozpoczęcia prowadzenia bloga, jeeeeeej!!! :D). Dajcie mi koniecznie znać na co Wy się skusiłyście, co jest Waszym must have i jakie zakupy planujecie jeszcze poczynić. Buziaki i pięknej pogody dla wszystkich, bo od paru dni słoneczko na Śląsku rozpieszcza! :)

wtorek, 3 lutego 2015

Korektor pod oczy Misslyn 10 Camel

Hello! Kurcze, ostatnio znowu mam dłuższe przerwy na blogu i mimo wszelkiej mobilizacji, ciężko mi się zebrać w tygodniu, aby naskrobać nową notkę. Tak sobie myślę, że to już chyba starość, bo w końcu rocznikowo stuknie mi już 28 lat, więc ekhm... musicie mi wybaczyć te chwilowe przestoje po prostu z racji wieku ;). No dobra, pośmialiśmy się, a teraz do rzeczy ;).

Niedawno wykończyłam kolejny korektor BB od Bell, który jak na razie jest dla mnie najlepszym pod tym względem kosmetykiem wszechczasów. Będę musiała przygotować na jego temat osobną notkę, bo aż grzech nie zapoznać Was z tym cudem, ale dziś porozmawiamy sobie o innym, też fajnym, aczkolwiek nie do końca doskonałym korektorze mało znanej firmy Misslyn, której produkty możemy dostać m.in. w Hebe.

Korektor ten kupiłam pod wpływem opinii na Wizażu, bo wiecie już, że lubię próbować nowości i żadnemu kosmetykowi nie jestem wierna na dłużej. Opinie miał bardzo pozytywne, zatem po dłuższym dobraniu odpowiedniego odcienia, bez wahania wrzuciłam go do koszyka.

Opakowanie jest plastikowe, bardzo podobne do tych, które posiada większość błyszczyków do ust, dość eleganckie i nie trącające taniością. Napisy, mimo ciągłego trzymania w kosmetyczce nie ścierają się i wciąż trzymają nienagannie,



Aplikator jest gąbeczkowy, również identyczny, jak przy większości błyszczyków lub innych, płynnych produktów do ust. Dobrze nabiera odpowiednią ilość korektora, pozwalając umiejscowić go pod oczami. Mimo wszystko jednak zdecydowanie bardziej preferuję formę pędzelków, gdyż są one bardziej precyzyjne i znacznie lepiej rozprowadzają kosmetyk cienką warstwą, którą można oczywiście dowolnie dokładać w miarę potrzeb.



Odcień jaki sobie wybrałam to 10 Camel, czyli średnio jasny żółtek. Na początku nie byłam pewna, czy aby na 100% będzie dobrze współgrał z kolorytem mojej cery, bo już nie raz się przekonałam jak drogeryjne, sztuczne światło potrafi przekłamywać efekt widoczny w świetle dziennym, ale na szczęście dopasował się idealnie. Po raz kolejny muszę go przyrównać go do mojego ulubieńca, ponieważ odcień korektora Misslyn jest niemal identyczny, jak ciemniejsza wersja korektora od Bell, więc plus ma już na starcie :). Generalnie kolorystyka korektorów Misslyn chociaż nie jest zbyt szeroka, to myślę, że znaczna część osób nie powinna mieć problemów z dopasowaniem sobie prawidłowego odcienia, bo są na tyle uniwersalne, że większości powinny odpowiadać.

Krycie określiłabym na poziomie średnim w kierunku do mocnego z tym, że należy pamiętać, iż nie jest to krycie pełne. Z ogromnymi sińcami z pewnością sobie nie poradzi, ale za to ładnie zakryje niewielkie podkówki i żyłki, wyglądając przy tym na skórze naturalnie i schludnie. Jego dużą zaletą jest to, że nie ściera się w ciągu dnia i nie wchodzi w zmarszczki. Skóra po jego użyciu wygląda na wypoczętą i zdrowszą. Pięknie dopasowuje się do uprzednio nałożonego podkładu i nie odcina, nawet po mało dokładnym wklepaniu.



Tutaj po byle jakim roztarciu na szybko :).



Jedną z cech do których można się przyczepić jest z pewnością zapach. Chemiczny i mało przyjemny, który w zamierzeniu chyba nie do końca taki miał być, ponieważ gdzieś po drodze wyczuwam jakby nutkę kremiku, hmm... coś a'la niveowy aromat majaczący się gdzieś w tle, ale niestety przyduszony paskudną wonią czystej chemii, co dla mnie jako zapachowej estetki jest niestety trudne do zaakceptowania. Drugą sprawą jest wydajność. Mam ten korektor stosunkowo od niedawna, a już czuję, że niedługo będę musiała miziać aplikatorem po ściankach, by wydobyć resztki produktu, chociaż trzeba przyznać, że go sobie nie żałuję i nakładam dość ciężką ręką, prawie do kości policzkowych :).

Ogólnie określiłabym go jako kosmetyk powyżej średniej krajowej, aczkolwiek brakuje mu trochę do ideału. Jak na niecałe 30 zł nie ma się co czepiać, gdyż dostajemy jakość adekwatną do ceny, czyli po prostu dobry, choć bez szału produkt spełniający swoje podstawowe zadanie, jakim jest krycie, rozjaśnienie i nadanie optycznie ładniejszego efektu skórze pod oczami. Ja jestem zadowolona, ale jak już możecie się domyślać, następnym razem z pewnością skuszę się na propozycje innych marek, może tym razem np. rozsławiony NYX? ;).

Przyjemnego wieczoru Wam życzę, a ja już powoli kładę się spać, bo jestem całkowicie padnięta po dzisiejszym dniu. Dobranoc :*

czwartek, 16 maja 2013

Korektor idealny - Bourjois Healthy Mix

Hej! Ostatnio po wymianie zdań na temat korektorów pod jednym z postów u blogerki Obsession, postanowiłam przedstawić Wam mojego ulubieńca w tej dziedzinie. Korektor, który poznałam dzięki zeszłorocznej wygranej w rozdaniu i który od tamtego czasu jest nieodłącznym elementem mojego makijażu.

Posiadam odcień 52 Medium Radiance, czyli drugi najjaśniejszy w kolejności, który idealnie współgra z moją karnacją. Korektor znajduje się w 10 ml opakowaniu z wygodnym dozownikiem. Pomimo małej gramatury jest niesamowicie wydajny!




Co do działania, to nie wymagam jakiegoś bardzo mocnego kamuflażu, ponieważ wolę, kiedy kosmetyk daje naturalne wrażenie, i sprawia, że to co dotychczas było widoczne gołym okiem, staje się ukryte i nie przyciąga uwagi, ale jednocześnie nie jest przy tym sztucznie zamaskowane. Swojego burzujka stosuję głównie pod oczy na nałożony uprzednio podkład, aby optycznie rozjaśnić moje oczodoły i tym samym "wydobyć" oko z ich głębi. Przykrywam też żyłki, które nieraz strasznie mnie irytują ;)

Miejsce pod oczami bez korektora, jednak już pociągnięte podkładem Annabelle Minerals:



Nakładamy kilka krop:



I efekt końcowy:



Jak widać, korektor ładnie ukrył żyłkę oraz rozjaśnił oko, przez co po wykonaniu już pełnego makijażu, spojrzenie od razu nabierze innego wyrazu. Jak dla mnie kosmetyk ten spełnia swoje zadanie bardzo dobrze i póki co nie planuję zmieniać go na inny. Nie wchodzi w zmarszczki, nie waży się i nie wymaga żadnych poprawek w ciągu dnia, a przy tym wygląda bardzo naturalnie i nie trąci sztucznością. Czego chcieć więcej?

Jego cena to 30 kilka zł, do dostania w prawie każdej większej drogerii :)

A jacy są Wasi ulubieńcy? :) Buziaki :*

czwartek, 14 czerwca 2012

Paczka w ramach współpracy + 2 paczki wymiankowe

Hej Dziewczynki! Dzisiaj zbiorczy post o wymianach sprzed ostatnich kilku dni, jak również dzisiaj niespodziewanie dotarła do mnie paczka w ramach współpracy z Biogalerią. Zobaczcie co otrzymałam, bo jak zapewne zauważycie, są to same wspaniałości. Chwalę się:

Od Biogalerii otrzymałam "czarną skrzynkę" hehe (zwróćcie uwagę na to skupienie mojej Kajusi):


Gdy już się dokopałam do dna (wszystko było mega dokładnie zapakowane), oczy niemal wyszły mi z orbit:


1) Farmona - Blue Lagoon, Ekskluzywny żel do mycia ciała
2) Farmona - Magic Spa, Aromaterapia - Czekolada do kąpieli
3) Delia Water Line - Poziomkowa Fantazja, relaksująca sól do kąpieli
4) AA - Krem przeciwzmarszczkowy na dzień skóra sucha(tak, tak Kochane pierwsze zmarszczki pod oczami już mam)
5) Dax Perfecta - Cera Mieszana, Maseczka oczyszczająca z glinką termalną
5) Soraya - Zielona Oliwka, pielęgnacyjny krem do rąk
6) Dax Perfecta - Oczyszczanie, Peeling drobnoziarnisty z drobinkami krzemionki organicznej
7) Barwa - Siarkowa Moc, Mydło siarkowe antybakteryjne

Biogaleria sprawiła mi wspaniały prezent! Dziękuję! Już się nie mogę doczekać testów!

Obiecałam Wam również, że pokażę na co wymieniłam się z Gosią z bloga Barwne życie moje. Jak już wiecie wykonywałam Smokey Eye paletką, którą dostałam właśnie od Gosi i co jeszcze otrzymałam?

Paczuszka przyszła uroczo zapakowana :D


I skarby w środku :D


1) Oriflame Smoky Collection - paletka trzech cieni do smokey eye
2) e.l.f. Corrective Concealer - zestaw czterech korektorów do twarzy

oraz różne próbeczki :)



Z kolei od Agnieszki z bloga Misz masz kosmetyczny dostałam BB krem Garniera w odcieniu medium :D


Jestem właśnie po pierwszym użyciu i muszę przyznać, że świetnie wyrównał mi koloryt cery oraz przyzwoicie ją nawilżył :)

Jestem tak zadowolona, że nie macie pojęcia. Humoru nie zepsuje mi nawet ulewa za oknem i świadomość, że w taką pogodę muszę jechać do centrum miasta załatwić pewną sprawę, a później jeszcze jechać na jazdy.

Na koniec pazurki z dziś, czyli odżywka Eveline z diamentami oraz biały lakier Konad do stempelków. Średnio dokładny, bo się spieszyłam, gdyż akurat zadzwonił kurier, że za kilka minut u mnie będzie z paczką od Biogalerii :P


Pozdrawiam!

środa, 13 czerwca 2012

Podkład, korektor, róż - Annabelle Minerals

Cześć Dziewczyny! U Was też tak pada? Na południu istne ulewy! Dzisiaj mam pierwszą jazdę Yariską i trochę się boję, bo na pierwszy raz taka pogoda mi się trafiła ;/

No nic - wiem, że miałam dodać post o wymiankach, ale czekam jeszcze na drugą z nich, żeby zrobić notkę zbiorczą, przy czym Pan listonosz dzisiaj nie raczył mnie odwiedzić, zatem post się przesunie, jak podejrzewam do jutra. Niemniej dzisiaj przygotowałam dla Was kolejną porcję recenzji produktów mineralnych marki Annabelle Minerals. Rozsiądźcie się wygodnie, bo zapowiada się długa notka z masą zdjęć.

Dzisiaj wzięłam na ruszt m.in drugi z podkładów jakie otrzymałam, mianowicie Beige Light. Podkład dostałam w formie testera, jednak jest on na tyle wydajny, że spokojnie starczy mi na kilkanaście użyć. Podkład ten jest również rozświetlający, podobnie jak jego poprzednik Golden Light, który prezentowałam kilka postów temu i równie drobniusieńko zmielony. Prezentuje się tak:


Starałam się, abyście mogli dostrzec rozświetlające drobinki w nim zawarte. Uwielbiam te podkłady, zwłaszcza dzięki temu, że są tak świetnie pomyślane. Nie ma mowy o grudach, zbijaniu itp. Za każdym razem kiedy odkręcam słoiczek widzę strukturę bez zmian i to jest super. Na buźce wygląda następująco:

Cera bez podkładu


I z rozświetlającym podkładem w odcieniu Beige Light


Podkład ten podobnie jak Golden Light wspaniale rozprowadza się na skórze, cera wygląda na zdrowszą i bardziej zadbaną, ogólnie nie będę się już powtarzać, myślę, że wszystko zostało już powiedziane TUTAJ. Dodam jeszcze tylko, że pomimo iż nakładam te podkłady niemal codziennie nie zapchały mojej cery, co jest na ogromny plus!
Beige Light jest troszkę dla mnie za jasny, wolę mimo wszystko podkłady, które subtelnie przyciemnią moją cerę, dlatego wybrałabym coś pomiędzy Beige Light, a Golden Light. Firma Annabelle Minerals ma w swojej ofercie duży wybór odcieni, także myślę, że każdy znajdzie odpowiedni pod swój naturalny koloryt twarzy.

Na odpowiednio nałożony podkład dodałam oczywiście róż. Tym razem uznałam, że najlepszy będzie Sunrise, który nada nieco mocniejszego kolorytu policzkom i stosunkowo jasnej cerze. Nałożyłam ociupinkę za dużo na pędzelek i niestety początkowo wyszedł mi efekt matrioszki ;/ Po roztarciu paluchami efekt prezentuje się jak widać:


Jak dla mnie kolor jest nieco za cegłowaty. Wiem, że to odcień Sunrise, ale fajnie by było, gdyby był minimalnie mniej napigmentowany. Wcześniej próbowałam go nałożyć na podkład Revlon Color Stay, ale efekt był zdecydowanie za mocny - po prostu cegła. Coś jest w tym, że róże sypkie najlepiej nakładać na nałożone wcześniej sypkie podkłady. Wiem jednak, że są osoby, które lubią wyrazisty efekt na policzkach, więc do tych dziewczyn - ten odcień to coś dla Was.

Jeszcze przed nałożeniem podkładu użyłam korektora, który miał za zadanie zakryć moje niedoskonałości, które stosunkowo rzadko pojawiają się na mojej twarz, jednak dzisiaj, jak za moment zobaczycie nadażyła się idealna okazja, by wreszcie je wypróbować. O korektorach tej firmy jeszcze Wam nie opowiadałam, ale myślę, że przekonacie się do nich tak samo jak ja.

Tak wygląda syf, który wyskoczył mi na brodzie (w rzeczywistości jest znacznie mniejszy, zdjęcie robiłam na maksymalnym zoomie)


Odcień, który wybrałam, aby go zakryć to korektor Light. Jak przestrzega producent na stronie - należy pamiętać, że korektor którego zamierzamy użyć powinien być o ton jaśniejszy od koloru podkładu.
Korektor Light jest niemal biały, z delikatnymi zielonkawymi tonami, które pomagają ukryć zaczerwienienia.

Tutaj po zasypaniu niespodzianki...


... i po przypruszeniu jej podkładem


Jak widzicie korektor pięknie ukrył moją niedoskonałość i dzięki temu stała się ona niemalże niewidoczna. Korektor ten jest lekki i oczywiście sypki, jak reszta produktów Annabelle Minerals. Myślę, że dla osób z bardzo jasną karnacją ten odcień sprawdzi się idealnie, jednak dla mnie zdecydowanie lepszy jest kolor Medium.

Korektory prezentują się następująco:




Korektory te są zapewne warte uwagi i myślę, że warto je wypróbować, bo jak widać kryją rewelacyjnie. Myślę, że próbki, które dostałam starczą mi na dobre kilka miesięcy (jak nie lat) używania, bo wystarczy odrobina, by niedoskonałość przestała rzucać się w oczy.

To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że Was nie zamęczyłam tak długą notką, ale chociaż będziecie mialy co czytać, zwłaszcza, że pogoda nie dopisuje :(

Ściskam Was i pozdrawiam!
  
Ps. Współpraca z firmą Annabelle Minerals, która przesłała mi kosmetyki do testów w żaden sposób nie wpływa na moją subiektywną opinię wyrażoną w poście. Zawarłam tu jedynie swoje przemyślenia, Wasze zdanie może oczywiście być odmienne.

piątek, 1 czerwca 2012

Przesyłka od Annabelle Minerals

Cześć Dziewczyny! Na początku chciałam Wam powiedzieć, że jest mi bardzo przykro, że po ogłoszeniu wyników mojego rozdania, kilka osób zrezygnowało z subskrypcji mojego bloga. To na prawdę smutne, że niektórzy zaobserwowali go tylko dlatego, żeby coś wygrać. Staram się pisać dość zróżnicowane posty, tak by każdy znalazł coś dla siebie, wkładam w to dużo serca i swojego czasu, jestem otwarta na dialog z Wami. Jeśli czegoś jest za dużo, czegoś za mało, chciałybyście abym coś zmieniła to piszcie śmiało w komentarzach, albo na maila (byleby kulturalnie) - ja na prawdę nie gryzę :) To bardzo przykre, że kilkoro z Was mnie opuściło, ale pocieszeniem jest to, że na szczęście była to bardzo niewielka część obserwatorów, (3 osoby), a zdecydowana większość została za co bardzo dziękuję :)

Dzisiaj przed południem otrzymałam przesyłkę w ramach współpracy z firmą produkującą kosmetyki mineralne Annabelle Minerals. Aż podskoczyłam z radości patrząc na to, co otrzymałam :)





Pędzel kabuki do nakładania podkładów mineralnych, posiadający bambusową rączkę i wykonany z syntetycznego włosia



Oczywiście jako niespokojny duch od razu przystąpiłam do testów, najbardziej ciekawa byłam podkładów oraz tego, jak będą wyglądały róże na moich policzkach. Jak przebiegły moje wrażenia z pierwszego spotkania z kosmetykami mineralnymi? O tym już niebawem :)

środa, 23 maja 2012

Wygrana u Krzykli już u mnie! :D

Już drugi dzień pod rząd listonosz raczy mnie miłymi niespodziankami :D Nawet mu to dzisiaj powiedziałam i się wspólnie pośmialiśmy :D Dzisiaj otrzymałam paczkę od Krzykli z bloga Błahostki Kosmetyczne. Dziewczyna mi sprawiła taką radość, jakiej już dawno nie miałam okazji doświadczyć.

Kosmetyki przyszły w skrupulatnie zapakowanym pudełeczku i po usunięciu wszelkich barier moim oczom ukazał się widok jak z bajki (oczywiście kosmetyki były poukładane, dokładnie zapakowane, fotkę zrobiłam już później, by zbiorczo Wam pokazać jak wiele rzeczy otrzymałam):


Pomadki/błyszczyki etc.


Cienie - normalne, wypiekane, w żelu, w musie itd. itp.


I inne wspaniałości:


Dostałam też karteczkę z życzeniami miłego używania, co było bardzo miłe :) Chyba nie muszę dodawać, że w najbliższym czasie możecie spodziewać się masy recenzji w/w produktów :D

Najlepsza niespodzianka jaką ostatnio miałam, dziękuję Krzykla! :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...