poniedziałek, 7 września 2015

Moja aktualna pielęgnacja włosów (długi tekst dla wytrwałych)

Witajcie! Dzisiaj przeglądając zawartość mojego bloga (wzięło mnie na wspominki, bo chciałam porównać sobie, jak zaczynałam moją blogową przygodę i jaki w międzyczasie osiągnęłam progres), przeglądałam sobie po kolei wszystkie zakładki i dochodząc do "pielęgnacji włosów" z przykrością stwierdziłam, że ostatnia aktualizacja w tym temacie była wieki temu :(. Postanowiłam coś z tym zrobić, a że akurat w tej kwestii zmieniło się u mnie dość sporo uznałam, że jest to idealny pretekst do napisania nowej notki :).

Swoje włosy lubię. Daleko im do ideału, ale lubię je przede wszystkim za:
* ogólny wygląd (po użyciu prostownicy, bo bez tego mój puch, który lata temu był lokami, nadaje się do niczego)
* za to że są grube (choć jest ich ogólnie dość mało)
* naturalny kolor, czyli bardzo ciemny, głęboki brąz, podchodzący pod czarny, dzięki czemu nawet po zafarbowaniu na mocną czerń, odrostu nie mam, a jedynie w słońcu można zauważyć stopniowe wypłukiwanie się koloru.
Do furii jednak doprowadza/ło mnie wypadanie, które jest/było moją zmorą i którego ciężko jest mi się całkowicie pozbyć.

Niegdyś farbowałam włosy co miesiąc-dwa. Lubiłam mieć cały czas ciemny, lśniący kolor na głowie, a wypłukiwanie pomimo, że przebiegało łagodnie i bez widocznych odrostów wkurzało mnie na tyle, że ponownie sięgałam po farbę i tak to trwało jakiś czas. Farba co prawda nie niszczyła mi spektakularnie włosów, ale na pewno w jakiś sposób je osłabiała, dlatego też pewnego dnia zawzięłam się i tak od mniej więcej 1,5 roku farbuję włosy raz na ok. 4-5 miesięcy i jest to moim zdaniem czas optymalny, który trwa po dziś dzień.

Jednak zdecydowanie bardziej, niż farba, moje włosy z pewnością niszczy suszarka i prostownica, z naciskiem na prostownicę, której to do niedawna musiałam używać praktycznie co dzień lub też co 2 dzień, aby zachować wygląd włosów, jaki mi najbardziej odpowiada. Pomimo dogłębnej pielęgnacji trwającej od 2012 roku, czyli codziennego wcierania Jantaru, picia siemienia lnianego i co kilkudniowego olejowania, nadal bywało, że w czasie okresowych kryzysów, kiedy to odzywała się moja choroba stawów, przez którą zmuszona byłam/jestem brać sporo leków, moje włosy okrutnie się przerzedzały, co dokładnie ujęłam w TYM poście. Później kończyło się na podcinaniu, dalszym zapuszczaniu (pisałam o tym TUTAJ) i tak w kółko, co przynosiło rezultaty, ale tylko na krótką metę, aż do następnego razu.

Zniechęcona tym wszystkim i mając po dziurki w nosie całą tę swoją syzyfową pracę, odstawiłam Jantar, oleje i resztę arsenału, zostawiając tylko świetnej (jak się później okazało) jakości szampon i balsam do włosów, które miałam okazję poznać na jednym ze spotkań blogerskich i które jednocześnie pokochały moje kłaki (o tych kosmetykach pisałam TUTAJ) oraz serum/mgiełkę termoaktywną Marion (o której bywa mowa TU), zakupioną przez całkowity przypadek. Okazało się to strzałem w dyszkę! Włosów nie musiałam już prostować codziennie, gdyż powyższe trio trzymało je w ryzach, aż do następnego mycia i mniej je przez to katowałam. Jednak, jak to bywa z produktami doskonałymi, po pewnym czasie moje włosy przyzwyczaiły się do takiego sposobu ich traktowania i zaczęły się buntować, nie chcąc już utrzymywać się w stanie idealnym do następnego mycia, a jedynie przez 1 dzień :( Postanowiłam więc znaleźć im zamiennik i tak oto, po raz kolejny przez przypadek odkryłam serię, którą również pokochały moje włosy i którą dokładnie opisywałam w TYM poście.

Czupryna z okresu kwiecień/maj:




Używając tych produktów na zmianę, moje włosy nabrały życia, witalności i wreszcie wyglądają jak chcę, a co lepsze - przestały tak mocno wypadać, nawet podczas okresowego brania leków i sporo urosły, mimo regularnego podcinania końcówek co 3 miesiące. Na razie jestem więcej, niż zachwycona efektami i modlę się, by taki stan rzeczy utrzymał się jak najdłużej, bo jak dotąd włosy w fajnym stanie mogłam nosić jedynie do łopatek, a teraz już przekroczyły linię zapięcia stanika i rosną sobie dalej w prawie że nienagannym stanie. Co więcej odkryłam, że dla moich włosów "mniej znaczy więcej", dlatego teraz już ich nie olejuję, nie piję siemienia, nie wcieram Jantaru i nie robię nic, ponad to co napisałam.

Efekt na dzień dzisiejszy prezentuje się następująco:





Zatem, aby uściślić na dzień dzisiejszy używam:
* szamponu, maski i płynnej keratyny z linii Delia Cameleo na zmianę z szamponem i balsamem marki Equilibra oraz serum/mgiełką Marion.
* dodatkowo przed samym prostowaniem, aby zabezpieczyć końcówki, stosuję również fluid ochronny Marion na rozdwojone końcówki z olejkiem arganowym.

I to tyle! Jak ktoś dotrwał do końca to szczerze gratuluję, ale wiecie... musiałam się wygadać ;). Trzymajcie kciuki, by moje włosy dalej utrzymały się w takim stanie jak dotychczas i żebym mogła je zapuścić aż do tyłka, bo o takiej długości teraz marzę, choć niedawno miałam znowu je obcinać, ale jednak ostatecznie zmieniłam zdanie ;). Buziaki! :*

30 komentarzy:

  1. U mnie też włosy się przyzwyczajają do kosmetyków i chcąc nie chcąc muszę zmienić odżywkę i szampon za każdym razem gdy się skończy. Trzymam kciuki ale i ty trzymaj za mnie :D Marzą mi się włosy aż po tyłek ale ciągle czekam i czekam i chyba się nie doczekam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam mocno :) Ehh mam to samo, można zapuszczać i się nie doczekać, to przez łamliwość zapewne, albo genetyczną, krótszą żywotność włosa:P

      Usuń
  2. Muszę wypróbować to serum Marion :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest genialne, podobnie jak mgiełka :)

      Usuń
  3. oczywiście, że dotarłam. Marion też gości w mojej pielęgnacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja przez pewien czas nie zmieniałam szamponu i maski i moje włosy jakoś źle reagowały, teraz stosuję przerwy i używam na zmianę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyzwyczaiły się zapewne, ja kiedyś używałam na okrągło jednego i tego samego szamponu oraz odżywki i skutek był opłakany, ale to jeszcze przed blogiem było ;)

      Usuń
  5. Bardzo lubię maskę z Delii, świetnie się u mnie spisuje pomimo średniego składu. Ale włosy wyglądają po niej świetnie. Balsam Equilibra z kolei poniósł u mnie sromotną kleskę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj szkoda, bo u mnie sprawdza się super :P Delia faktycznie ma średni skład, ale co tam, skoro działa :D

      Usuń
  6. U mnie jantar przestał się sprawdzać nie wiem co się stało ale nie działa już dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak go jeszcze stosowałam było tak samo, ale po kilku tygodniach przerwy, działanie znowu było widoczne. Może włosy potrzebują po prostu odpocząć? :P

      Usuń
  7. Kolejny raz przypomniałaś mi, że miałam zakupić tą mgiełkę z Mariona! Mam od nich 7 efektów i bardzo ją lubię, a tej ciągle zapominam kupić :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, starość nie radość ;) :* Wpisz sobie na listę, albo w przypominajkę w telefonie ;)

      Usuń
  8. Nigdy nie miałam tego serum z Marion :( muszę wypróbować

    OdpowiedzUsuń
  9. wow, piekne masz wlosy, zebym ja miala takie choc w polowie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana :* Nie są idealne, ale i tak jest lepiej, niż było :) Może będzie jeszcze lepiej? Kto wie :P

      Usuń
  10. Długość zadowalająca :) Fajnie, że jednak zmieniłaś zdanie o skróceniu włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatni raz ścinałam "na Stenkę" w 2012 r. Chciałam powrócić do tego looku, ale ostatecznie się wstrzymałam, choć nie wiem jak długo :P

      Usuń
  11. jakie cudowne włoski :-) mam nieco krótsze, ale żeby były w takiej formie... to chyba długa droga :( pozdrawiam i obserwuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Dzięki za obserwację :) Powodzenia życzę! :)

      Usuń
  12. Masz przepiękne włosy! I nie mów, że nie, bo sam ich widok powala!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wcale bo nie! :P Lubię je, ale przez to, że jest ich mało, wydają się być lekkie jak piórko :(

      Usuń
  13. Jaką masz prostownicę? Szukam opinii o Remington z systemem hydrocare, mgiełki nawilżające itp, wiesz coś o tym? Podbno rewelacja, ale zanim kupię chciałabym usłyszeć to od większej liczby osób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam starszą wersję prostownicy Wahl Cutek już nie do dostania na rynku niestety :( Jest doskonała!!! Mam ją 10 lat i śmiga bez żadnych problemów, będąc przez ten czas jedynie 2 razy w naprawie :P

      Usuń
    2. Skoro niedostępna już, to mnie właśnie dobijasz :) kupię tego remingtona, jako że firma raczej ceniona i rekomendowana

      Usuń
    3. Remington jest ok, mam nadzieję, że będziesz zadowolona :)

      Usuń
  14. HIhihi w takim razie trzymam kciuki do włosy aż do tyłka ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoją opinię! Jest ona dla mnie bardzo cenna. Staram się zaglądać do każdego kto zostawi komentarz, więc nie musisz mnie dodatkowo zapraszać na swój blog :) Komentarze obraźliwe, wulgarne, autopromocyjne, bądź z pyt. obserwujemy? - usuwam. Jeśli masz jakieś pytania, na każde odpowiem pod Twoim komentarzem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...